poniedziałek, 25 listopada 2013

Wypad do Cisowa i Wojteczek…nareszcie!!!



Wprawdzie ostatnia wycieczka do Wojteczek nie udała się, ale wkrótce nadarzyła się kolejna okazja.
W niedzielę 30 czerwca 2013 roku w Cisowie miały się odbyć uroczystości partyzanckie „Wybranieckich”. Był to dla mnie bardzo ważny dzień, po pierwsze ze względu na te obchody, po drugie po raz pierwszy miałam osobiście poznać pana Piotra Bochnackiego i panią Stasię Jaroń oraz Tadzia Blicharza i jego żonę Ewę, którzy zaproponowali mi i mojemu ślubnemu wspólny wypad do Wojteczek.

Około 11.00 wyruszyliśmy z Ostrowca do Cisowa. Dojechaliśmy pod kościół cisowski właściwie bez przeszkód. Nie bardzo wiedziałam jak pan Bochnacki wygląda, więc na początku zaczepiłam jakichś panów siedzących w samochodzie, ale okazało się, że to pomyłka. Chyba trochę byli zdziwieni… Czekałam dalej. Jako pierwszy podjechał Tadeusz z Ewą. Pamiętałam ich ze zdjęcia, więc nie miałam żadnych wątpliwości, że to oni. Chwilę za nimi pojawił się pan Piotr, który oprócz pani Stasi przywiózł ze sobą dwóch wspaniałych genealogów, pana Leszka Ćwiklińskiego i Krzysztofa Dławichowskiego.
Pani Stasia to cudowna kobieta, mimo swoich 91 lat, pełna wigoru i radości życia. Jak już wcześniej pisałam, była ona świadkiem strasznego mordu w Wojteczkach. Trudno jej się pogodzić z tym, że ludzie zapomnieli o tej tragedii i prawie nikt nie wie, co się tam stało. Jej pragnieniem jest by w Wojteczkach stanęła tablica upamiętniająca ofiary tej zbrodni.
Moje pierwsze spotkanie z panią Stasią i panem Piotrem, po lewej mój mąż Sławek.
fot. Tadeusz Blicharz

Do całej grupy dołączyła jeszcze Jola Czerwiec, również zapalony genealog amator. Po za tym bardzo kreatywna i wszechstronna osóbka. Już nie mogę doczekać się „Święta Chleba” w Sędku by spróbować jej wypieków.
Ale wróćmy do uroczystości. Obchody rozpoczęto przy pomniku poświęconemu „Wybranieckim” następnie wszyscy przeszli do kościoła gdzie odbył się koncert, a następnie uroczysta msza. Wszystko by było pięknie, gdyby nie to, że do kościoła nie udało nam się wejść, więc z Tadziem i Ewą staliśmy przed wejściem… wiało tak, ze głowy chciało nam pourywać. Przed końcem mszy Tadzio zaproponował, żebyśmy końcówkę sobie odpuścili i pojechali do nich na gorącą kawę…i tak zrobiliśmy.

Wybranieccy
fot. Krzysztof Dławichowski
No muszę powiedzieć, że miejsce, w którym państwo Blicharzowie mieszkają jest urzekające. Ach, te widoki…
 A do tego odkryłam, że Tadeusz oprócz talentu fotograficznego ma również talent malarski. Zresztą, jego obrazy i fotografie można obejrzeć na kieleckie.com.pl w zakładce galerie. Po kawce, nadszedł czas na Wojteczki. Zostawiliśmy naszą niskopodłogową Lagunę na podwórzu a załadowaliśmy się do samochodu Tadzia, który świetnie sobie dawał radę z wybojami leśnej drogi…oczywiście samochód, chociaż Tadzio też. Dojechaliśmy do miejsca, gdzie poprzednio zakończyłam swoją wycieczkę. No, błoto było, nie da się ukryć, ale stali bywalcy przeprowadzili nas bez problemu.
I dotarliśmy do Wojteczek!!!
Hmm, Wojteczki… środkiem droga, po lewej las, po prawej las i trochę kupek kamienia po kominach dawnych domów.
I ta dziwna atmosfera. Tadeusz pyta, co czuję… No radość to nie była… Miałam wrażenie, jakbym była w leśnej świątyni. Zrozumiałam, o czym pisał do mnie Tadeusz, ten lęk i niepokój… To naprawdę zastanawiające, nie w jednym lesie byłam, ale coś takiego mi się jeszcze nie przydarzyło.
W „centrum” po lewej stronie metalowy krzyż i stoliczek, na którym stoi zmizerniała pelargonia. Z tyłu, oparte o drzewo, bardzo stare dwa drewniane krzyże, przypominające razem krzyż lotaryński.
 Drewniane krzyże w Wojteczkach

Wizyta w Wojteczkach długa nie była, bo otrzymaliśmy telefon, że pan Piotr B. z panem Leszkiem i Krzysztofem czeka na nas pod domem Ewy i Tadeusza. Więc trzeba było wracać.
Gospodarze ulokowali nas na tarasie i serdecznie ugościli. Atmosfera była naprawdę wspaniała, niesamowite, że widzieliśmy się po raz pierwszy a nie znali od lat, aż szkoda, że to popołudnie tak szybko się zakończyło. Nawet mój mąż mnie zaskoczył, ponieważ on tak od razu ludziom nie ufa a wyraźnie było widać, że Ewa i Tadeusz zaskarbili sobie jego sympatię.

Przemiłe spotkanie u Ewy i Tadzia Blicharzów.

Od lewej: Piotr Bochnacki, Artur Dławichowski, Leszek Ćwikliński, Katarzyna Starzomska czyli ja i Sławomir Starzomski - mój ślubny.
fot. Tadeusz Blicharz

Potem już tylko powrót i dalsze poszukiwania…

1 komentarz:

  1. Witam. Moja dalsza ciocia Zofia Wdowczyk z domu Herbuś mieszka w Małym Jodle. Ja również tam mieszkam tyle, że po innej stronie. Ona mieszka w dawnych Wojteczkach, a ja w Nosów-Działki. :) Pozdrawiam. Miałam okazję poznać również Panią Asię. Bardzo miła osoba.

    OdpowiedzUsuń

Komentarz